Poczytnie o polskiej niepoczytalności

Na podstawie: Charles Edward Perugini „Kobieta z książką”

Żyjemy w krainie moli książkowych, czy czytelniczej (czarnej) dziurze?

Stan czytelnictwa w Polsce: zły bez zmianpolityka.pl
Niepokojące dane Biblioteki NarodowejTVP.info

Jak co roku w marcu po publikacji danych Biblioteki Narodowej w środkach masowego i mniej przekazu wybuchła wrzawa.
Na szpaltach czy to cyfrowych, czy nie-aż-tak-wirtualnych podnosi się lament nad stanem tzw. czytelnictwa. Gdyż, uwaga, uwaga:

Prawie dwie trzecie Polaków nie czyta książek!prawo.pl
Wyniki czytelnictwa w Polsce są fatalnespiderweb.pl
Czytelnictwo w Polsce woła o pomstę do nieba… – bezprawnik.pl

Nawiasem mówiąc, my, tu w redakcji, uważamy, że znacznie ładniej przedmiot lamentu opisywałyby termin: poczytalność… Szkoda, że już zajęty.

Ponieważ akcja równa się reakcji, do narzekań na czytelnictwo statystycznego Polaka dołącza kontr-narzekanie czyli: narzekania na narzekania, bowiem nie ma co, po co i na co narzekać.

Jak na FB zgrabnie to wyłuszczyła pewna kontr-lamentatorka – laureatka paszportu polityki: czytanie przeciętnych książek nie różni się niczym od kopania w ogródku. A Polacy to gęsi, co hajsu na książki nie mają. Rwać włosów nie ma co, szczególnie, że to pierze.

Postronnemu obserwatorowi mogłoby się wydawać, że w rozgorzałym na ekranach sporze nie ma płaszczyzny porozumienia.
My tu, na futu.blogu, śmiemy twierdzić, że jest inaczej!
Obie strony książkowej barykady są bowiem nadzwyczaj zgodne co do faktu, iż z poczytalnością czytelnictwem rodaków jest po prostu źle!
To, co różni adwersarzy, to podejście do owej sytuacji. Jednych bardziej martwią kolejne do kolekcji polskie braki i niedomagania; drugich – kolejny akt umartwienia nad zjawiskiem, ich zadaniem, umartwiania niegodnym.

Marcowe swary o raport Biblioteki Narodowej z roku na rok coraz bardziej przypominają plemienny rytuał wojenny. Kolejne szeregi ruszają w bój, nie zastanowiwszy sie, czy jest o co kruszyć konopie kopie.

Pełni młodzieńczego zapału koncyliacyjnego sprawdziliśmy, czy ogrom narodowej energii kinetycznej i emocjonalnej wydatkowanej na stukanie ze złością w klawiaturę jest aby racjonalnym wydatkiem.

Zanim przejdziemy do analiz, przyjmijmy dość oczywiste założenie: iż by orzec, czy coś jest duże czy małe, trzeba znaleźć, Panie i Panowie, punkt odniesienia. Kontekst!
Bowiem wszystko względne jest! – jak mawiał fizyki teoretycznej wieszcz. Przykładowo: przed podniesiem płaczu nad własnym losem, warto rozejrzeć się, czy ktomuś przypadkiem nie jest jeszcze gorzej – i w ten sposób uniknąć niepożądanego obniżenia nastroju. Ha! Nawet go poprawić!

Bądź na bieżąco z przyszłością! 🙂 Polub Futu.blog na Facebook! 👍

Do rzeczy!
Według najnowszych danych Biblioteki Narodowej do przeczytania książki w ostatnim roku przyznało sie 36 procent Polaków. Reszta – czyli 64 procent – z tego czy innego powodu nawet nie zajrzała…. Brzmi źle?

Spójrzmy na dane Eurostatu – fachowej instytucji zajmującej się porównywaniem i analizą wszelakich aspektów życia członków Wspólnoty – nuuuda!
Dane o czytelnictwie nie należą do najświeższych. Ponieważ jednak od 2008 roku, czyli ponad dekady, poziom pozostaje bez istotnych zmian, nie trącą zbyt brakiem aktualności.

Oto w roku 2007 i 2011 w Polsce odsetek osób, które przeczytały chodź jedną ksiażkę, wynosił: 61%.

Po więcej ciekawych historii z przyszłości zapraszamy na STRONĘ GŁÓWNĄ…

Hola, hola! Powoli! Nie można tego o niebo lepszego wyniku porównywać bezpośrednio z raportem BN. Eurostat zbadał bowiem klasę pracującą – obywateli w wieku 25-64 lat. Biblioteka natomiast ujęła wszystkich rodaków jak leci, byle powyżej czternastu wiosen – od gimbazy po Dom Wesołej Starości.
Czy rwać z głów włosy czy czapki zostawmy innym i przyjmy dalej w liczbowy gąszcz…

Za ważniejszą zatem informację należy uznać miejsce w europejskiej stawce. Przyjmijmy rozsądne założenie, że do dużych przetasowań w ostatnim czasie nie doszło. I tak w 2015 znajdowaliśmy się mniej więcej w połowie europejskiego peletonu, choć bliżej początku. Dziesiątka przed nami, główne tych bardziej północnych krajów z Niemcami, Czechami oraz Finlandią na czele. Jedenastka za nami – przede wszystkim południowcy, w tym z Włoch, Grecji i Portugalii.

W nowszych badaniach Eurostatu (2017) index „rocznej przeczytalności książek” został zastąpiony bardziej mierzalnym i teoretycznie mniej subiektywnym wskaźnikiem – słucham? że niby ja nie przeczytałem żadnej książki??? – mówiącym, ile przeciętnie wydaje na książki i prasę twór statystyczny zwany gospodarstwem domowym.

Zobacz Futu.film!

Okazuje się, że nawet jeśli Polacy nie specjalnie obfitują w „hajs” – jak spostrzegła spostrzegawczo laureatka paszportu Polityki – to wydajemy na drukowany papier najchętniej w okolicy. A co! Wyprzedziliśmy między innymi chełpiącą się książkofilstwem Francję – pozostając w tyle (szlag, znów!) za Niemcami i Finami oraz Niemkami i Finkami; nie… badanie nie wyodrębniało Niemców z finkami…

Tendencja pobytu w czołówce wydaje się w miarę stała i utrzymuje się od zamierzchłych czasów, kiedy jeszcze nie należeliśmy do UE. (dla wielbicieli teorii spiskowych: ha! już nas wtedy mierzyli… przypadek?)

Oczywiście, jak zauważy ktoś baczny (może nawet sama zdobywczyni paszportu, która, jak już ustaliliśmy, jest wyjątkowo baczna, przynajmniej odnośnie „hajsu”) użyty wskaźnik zależy w pewnym stopniu od cen półkowych.
Choć na kontynencie raczej nie obserwuje się uderzających dysproporcji cenowych, zwłaszcza na naszą niekorzyść, istnieje jeszcze jeden parametr opisujący poczytalność czytelnictwo.

To czas spędzony na czytaniu – wskaźnik wolny od wpływu wysokości zarobków oraz prowizji księgarnianych.
W tej kategorii również zajmujemy miesiące na podium – znów trzecie – zdobywając tytuł europejskich moli książkowych wraz z Estończykami i Finami. Nie, niestety… Estończyków z finkami nie uwzględniono…


Wszystkie wspomniane wyliczenia nie odnoszą się jednak bezpośrednio do trzydziesty sześciu procent wbitych bezlitośnie w rodaczą dumę przez Bibliotekę nomen omen Narodową. Przedmiot lamentacji i kontr-lametacji pozostał ledwie nadkruszony.

By uprzedzić ewentualne zrzuty o brak obiektywności, my, redakcja futu.bloga, odszukaliśmy dane naszych zachodnich sąsiadach, zwących sami siebie „krainą czytelników”, z podobnym brakiem nieskromności co Francuzi.
Ci, nawiasem mówiąc, spędzają najmniej czasu na czytaniu według przytoczonych powyżej analiz Eurostatu. Znając życie, pewnie gdyby ich zapytać, rzucą, że robią to po prostu najszybciej…

Według dużego badania (2015) na 25 tysiącach obywateli niemieckich przeprowadzonego na podobnej populacji (od gimbazy do Alterheimu) – nadmieńmy, że nasza ci ona statystka biblioteczna liczyła nieco ponad 3 tysiące – prawie 40% Niemców czyta rzadziej niż raz w miesiącu.
Dużo? Rodzime dwie trzecie Polaków, które w ostatnim roku nie wertowało książkowych kartek i tak nie wygląda przy tych cyfrach najlepiej – choć trzeba przyznać, że wskaźniki, jako inaczej badane, należy ostrożne porównywać.

W tym odniesieniu uważny czytelnik dostrzec może część sedna.
Na południu Włoch odsetek tych, którzy w ciągu roku ścignęli po druk wynosi 27%. A i tak wygląda na mocno zawyżony, gdyż w statystyce ujęto dzieci z podstawówki, grupy w której za sprawą podręczników czytelnictwo podręczników sięga bez mała stu procent.

Czy załamywać ręce z powodu naszych czytelniczych niedostatków, czy załamywać je bardziej z racji narodowej skłonnością do rąk załamywania, pozostawiam czytelnikowi.

Dziwić może odrobinę, ile energii zużyto na dyskusję bez sięgnięcia do szerszego kontekstu statystycznego. Być może wyłoniłaby się z całego ferworu trzecia droga – przyjąć, że jest jak jest. Czy będzie lepiej, czy gorzej zależy od nas.

Mamy pole do popisu: przyjrzawszy się wskaźnikom, możemy ogłosić kolejną narodową klęskę lub równie dobrze: ziemię obiecaną moli książkowych. Ten wybór jak niewiele innych decyzji ma możliwość prawdziwego wpływu na kolejne wyniki badań BN.

Na tym zakończymy tworzenie słowa pisanego na futu.blogu. Z refleksją, że dotrą one jedynie do tych, którzy czytanie uważają za istotne. Myśl ta wprowadza redakcję w pozbawiony koherencji nastrój melancholino-wesołkowaty. Zupełnie taki, jak wyniki przytoczonych badań.

Do następnego razu pozostawimy wyliczenie różnic, jakie da się, wbrew zdaniu pewnej przenikliwej posiadaczki paszportu, dostrzec między czytaniem przeciętnej książki, a kopaniem ogródka.
Oczywiście wszystko w polewie badań naukowych. Z podkreśleniem korzystnego wpływu czytania literatury na zdolności analityczne – umiejętności, której, jak się niestety zdaje, pisanie owej nie poprawia… Na wszelki wypadek, za jednym z członków redakcji polecamy upulchniac gleby, jednocześnie słuchając audiobooków.

Dlaczego zajmujemy się na futu.blogu, przestrzeni z zacięciem futurologicznym, czymś tak teraźniejszym jak kłótnia o poczytalność czytelnictwo w kraju nad przysłowiową Wisłą?

Z prostego powodu – wszyscy tu w redakcji bez wyjątku uważamy, że czytanie to zajęcie nie tylko szalenie zdrowe dla neuronów, ale jak najbardziej przyszłościowe!

Poza tym teraźniejszość to przyszłość, tylko odrobinę później – nie obawiacie się jednak, nie zamierzamy się na niej skupiać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.